Kolarstwo górskie (tzw. enduro) a rodzina

#Maraton „Fisza”- „Niech ktoś w końcu wyłączy ten deszcz…”

To słowa siedmioletniego uczestnika maratonu MTB im. Artura Filipiaka, który odbył się w ostatnim dniu lipca w Zieleńcu. Mojego pierworodnego.
Syn wystartował w swoim pierwszym w życiu wyścigu z PRAWDZIWYMI kolarzami na dystansie mini (29 km). Już wcześniej przejeżdżał z tatą podobne odległości nawet w trudniejszym pod względem technicznym terenie, ale podczas ulewy synek nie jeździł jeszcze nigdy. Wystartowali z mężem w rodzinnym „teamie”. I ukończyli, mimo deszczu.

GOPR1296 (2)_Moment

Z opisu organizatora wyścigu wynikało, że trasa nie jest trudna – i rzeczywiście, nie była. W sam raz do szybkiego ścigania. Jednak kilka wymagających podjazdów trzeba było „zaliczyć”. Cały przebieg trasy znam jedynie z opisu męża i synka, ponieważ sama nie startowałam – ktoś musiał się zaopiekować młodszą latoroślą. Padło na mnie.
A obydwaj moi zawodnicy byli bardzo zadowoleni i z trasy, i z bufetu na trasie, i nawet z przygody z ulewą, która rozpętała się podczas wyścigu i nadała całej imprezie lekkiego dramatyzmu.

GOPR1313_Moment(2)

Przyznaję się, że gdy tak staliśmy z młodszym synkiem pod daszkiem i wypatrywaliśmy z utęsknieniem naszej dwójki, to pod wpływem różnych myśli przychodzących mi do głowy, że może coś im się stało, a może jakaś awaria sprzętu im się zdarzyła, wyciągnęłam w końcu telefon i zadzwoniłam do męża z desperackim postanowieniem, że zapytam, czy po nich nie podjechać samochodem. Najwyżej nie ukończyliby wyścigu. Ale mąż nie odebrał, bo był zajęty : jechał w ulewnym deszczu rowerem z dzieciakiem startującym w swoim pierwszym w życiu maratonie…

GOPR1313_Moment

W końcu doczekaliśmy się, gdy deszcz już prawie przestał padać, zobaczyłam ich na asfaltowym podjeździe, jechali pomalutku, ale ciągle do przodu. Kibice nie zawiedli i mąż z synkiem wśród wesołych okrzyków dotarli na metę. Obydwaj przeszczęśliwi, że udało się ukończyć, nawet bez strat w sprzęcie.

GOPR1313_Moment(4)

A sprzęt synka dał radę, i to jak! Trek Fuel EX JR, na którym dzieciak mój dzielnie jeździ od wczesnej wiosny z tatą, w końcu zdał egzamin w prawdziwym boju. Na podjazdach przerzutki bardzo się przydały, nic się nie blokowało, hamulce na zjazdach działały bez zarzutu (zasada „puść te heble” jest wprowadzana przez nas raczej stopniowo, powoli i bez spiny hahaha), i mimo, że rower swoje waży, udało się synkowi nawet „pocisnąć” ze średnią prędkością 12,81 km/h. Jak na najmłodszego uczestnika wyścigu to całkiem nieźle.

FullSizeRender-1

Kręcąc się tu i tam w miasteczku maratonowym spotkałam mnóstwo znajomych kolarzy, i nawet sama żałowałam, że nie startuję. Ale dzięki temu młodszy synek pod moją opieką mógł wziąć udział w swoim wyścigu rowerkowym i zdobyć pierwsze miejsce w kategorii „chłopcy”, w której to był jedynym chłopcem (była jeszcze druga kategoria – „dziewczynki” i startowała w niej druga uczestniczka tego dwuosobowego wyścigu). Może w przyszłym roku rodzice maluchów bardziej się zmobilizują i przybędą na start z dzieciakami, bo sporo się ich na rowerkach kręciło w okolicy, ale do zawodów nie przystąpiły. Warto, bo nagrody są pyszne, słodkie, i można ich dostać, ile się tylko zmieści w rączkach.

GOPR1295_Moment(3)

GOPR1295_Moment(5)

GOPR1295_Moment(11)

A wszystkie pozostałe dzieci startujące w maratonie dostały dyplomy, niezależnie od zajętego miejsca (dla miejsc 1-3 oczywiście były również puchary). Dodatkowo dla najmłodszego uczestnika zawodów organizator ufundował nagrodę. Nastąpiła tutaj mała pomyłka, bo został wyczytany „najmłodszy ośmioletni uczestnik zawodów”, nagroda wręczona, na co mój syn stojąc ze wszystkimi przy podium przytomnie i na głos zauważył „a ja mam lat siedem i pół”. Przeprowadzono szybką weryfikację dat urodzenia (każde z dzieci swoją pamiętało), i mój syn okazał się najmłodszy. Na szczęście organizator stanął na wysokości zadania i żadnemu dzieciakowi nie było przykro, nikt nie musiał oddawać swojej nagrody, i obydwaj najmłodsi chłopcy zostali nagrodzeni.

20160731_161155

Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda nam się wystartować w tym maratonie rodzinnie w trójkę, a z czasem i młodszy synek może dołączy. Atmosfera tej imprezy jest wspaniała, kibice przesympatyczni, organizatorzy zawsze pomocni, a zawodnicy waleczni. Amen.

IMG_7567

fbMB

Reklamy
This entry was published on 1 sierpnia 2016 at 18:22 and is filed under #maratony, #rodzinasłowemsilna. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

2 thoughts on “#Maraton „Fisza”- „Niech ktoś w końcu wyłączy ten deszcz…”

  1. kamildziedzic on said:

    O proszę kogo to widać na zdjęciu kiedy Twój synek wjeżdża na metę. He he, stałem tam i podziewiałem że po tej ulewie taki młody dociera do celu. Zahartowany! Będzie zawodnik z niego :) Zapraszam na jakieś zawody XC – może Górale na Start i zawody dla najmłodszych dzieci już 6 maja w Wałbrzychu albo 16 września w Boguszowie Gorcach.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: