Kolarstwo górskie (tzw. enduro) a rodzina

Izery czyli tam i z powrotem (z dzieciarnią do Chatki Górzystów)

Zastanawiam się czasem, czy krótkie wyjazdy z dziećmi powinny być wcześniej zaplanowane, czy nie. Bo zwykle, gdy planujemy, to nic z tego nie wychodzi (albo choróbsko się przyplącze, albo wystarczająca ilość kasy na czas nie wpłynie, albo pogoda się załamie, itp., itd.). A jeśli robimy coś spontanicznie i decydujemy się na to w ostatniej chwili, to jest wspaniale. Pewnie dlatego, że licho, które nie śpi, nie zdąży nam pokrzyżować planów – z tego powodu, że ich po prostu nie mamy…

image

Urlop okolicznościowy…
Do Świeradowa pojechaliśmy w zwykły roboczy dzień (mieliśmy urlop), bo w weekend albo w święto trzeba by było wystać się w potężnych korkach. Zostawiliśmy samochód na parkingu w pobliżu dolnej stacji kolei gondolowej (10 PLN niezależnie od czasu postoju), kupiliśmy bilety (za 4 osoby: 2 dorosłe i 2 dzieci w wieku 4 i 7 lat oraz 4 rowery zapłaciliśmy 110 PLN, tylko w jedną stronę – niemało), zajęliśmy 2 wagoniki i pojechaliśmy na Stóg Izerski.

IMG_7622

Wysiedliśmy z gondoli ok. godz 15.00 i ruszyliśmy czerwonym szlakiem w stronę Chatki Górzystów (mając za plecami górną stację wyciągu, kierujemy się w lewo), czerwonym szlakiem, wzdłuż zielonej ścieżki przyrodniczej (Ścieżka Dydaktyczna Nasze Izery).

IMG_7620
IMG_7623-2

Trochę „z buta”
Sporą część musieliśmy pokonać na piechotę, ponieważ ten odcinek dla dzieci jest zbyt trudny do jazdy. Wąski i kamienisty, trafia się błoto i korzenie. Starszy synek trochę jechał, trochę prowadził, gdy trzeba było pchać rower pod górkę, to mąż mu pomagał. Ja cały czas niosłam rowerek młodszego synka (ufff, najlżejszy rower dla dzieci na rynku) i prowadziłam swój (nie najlżejszy rower na rynku, choć nie jest źle pod tym względem) . Zaczepiłam rowerek siodełkiem za szelkę plecaka na wysokości talii i podtrzymywałam go ręką za ramę, niosło się naprawdę łatwo. Drugą ręką prowadziłam swój rower. Synek „biegał luzem” obok, czyli dzielnie maszerował po kamieniach tracąc mnóstwo energii na narzekanie i opowiadanie o tym, jak bardzo on takich kamieni nie lubi i po co my tu w ogóle przyjechaliśmy.

„Dupa barana”
W pewnym momencie wędrówki towarzyszący mi młodszy synek pochwalił się : a ja widziałem barana DUPĘ! Popłakałam się ze śmiechu, choć to było niepedagogiczne, bo później chwalił się tą baranią dupą wszem i wobec, starszy podłapał, do dupy dołączyła kupa i taki był temat synkowych rozmów do końca dnia. Upominania wywoływały salwę dziecięcych śmiechów… Wprawdzie owcę i barana widzieliśmy dzień wcześniej w Suliwoods, nie w Izerach…. I dlaczego akurat ta cześć barana zrobiła wielkie wrażenie? Trzeba się cofnąć w czasie i przypomnieć sobie, jak to było, kiedy samemu było się dzieckiem, i już wiadomo, o co chodzi ;)
Bardzo mi się podoba ta trasa, dzieciaki trochę marudziły, jak to dzieciaki, ale one tak zawsze, a na koniec i tak okazuje się, że są bardzo zadowolone i przeszczęśliwe.

DCIM100GOPROGOPR1378.

Skradamy się do zajączka, widać go w powiększeniu

20160816_161304

Mąż czasem pomagał mi nieść rower synka, ale nie musiał ;)

W Chatce prawie jak na Zachodzie – bez zmian
Ścieżka dydaktyczna i czerwony szlak w pewnym momencie rozdzielają się, my podążaliśmy ciągle szlakiem czerwonym, aż do tzw. Nowej Drogi Izerskiej, gdzie zaczyna się asfalt – to już jest ścieżka rowerowa. Odtąd wszyscy mogliśmy jechać rowerami. Dojechaliśmy do miejsca, w którym „nasza” ścieżka rowerowa łączyła się z niebieskim szlakiem pieszym (mijając po lewej tablicę z informacją, że do Chatki Górzystów jest jeszcze 45 minut marszu), i tym połączeniem dojechaliśmy do Hali Izerskiej i stamtąd już prosto do Chatki, praktycznie ciągle w dół, rzadko pod górkę. Na koniec była szutrówka i mały podjazd. Zawsze pomagałam młodszemu synkowi na podjazdach albo wtedy, gdy tylko o to poprosił. Dotarcie do Chatki od momentu opuszczenia gondoli zajęło nam jakieś 1,5 h.

DCIM100GOPROGOPR1425.

W Chatce niewiele się zmieniło przez te osiem lat, gdy byłam tu po raz ostatni. Zwiększyła się tylko liczba pracowników i liczba książek na półkach. Mój pierwszy pobyt w Chatce Górzystów to czasy sprzed ery toalet i ciepłej wody, było hardcorowo i bosko, ale teraz wcale nie jest gorzej, niż w dawnych czasach, choć niektórzy narzekali, gdy pojawiły się kibelki, że to już nie ta Chatka, co kiedyś, paaanie!

DCIM100GOPROGOPR1419.

Rodzinna fota przed Chatką Górzystów

IMG_7606

Czekamy na pyszne naleśniory

W menu w Chatce to, co zawsze, czyli naleśniki z jagodami, a także naleśniki z pieczarkami i żółtym serem, bigos, jajecznica, ciasto z jagodami (akurat nie było, bo po długim weekendzie, kiedy to na Chatkę najechały hordy turystów i wszystko pożarły, obsługa nie zdążyła upiec nowego). Zamówiliśmy naleśniki z jagodami (jedna porcja 10 PLN). Pycha, polecam! Młodszy synek stanowczo odmówił zjedzenia naleśnika, ale starszy wsunął ponad połowę, a porcje są naprawdę duże. Dzieci się nie nudziły w oczekiwaniu na jedzenie, ponieważ w chatce są różne gry planszowe, puzzle, nie zawsze kompletne, ale jest się czym zająć.

Powrót
Zjedliśmy i ruszyliśmy z powrotem, tą samą drogą, aż do momentu, w którym z czerwonego szlaku pieszego zeszliśmy na Nową Drogę Izerską (ścieżkę rowerową).
Następnie pojechaliśmy dalej w dół połączeniem czerwonego szlaku pieszego i ścieżki rowerowej. Mniej więcej na wysokości pensjonatu „Czeszka i Słowaczka” (widać to tylko na mapie, bo na trasie pensjonat nie był widoczny), szlak pieszy i ścieżka rowerowa rozdzielały się (trzeba szutrem w lewo i trochę pod górkę, nie prosto w dół asfaltem). Jechaliśmy jakiś czas praktycznie wzdłuż granicy państwa.

DCIM100GOPROGOPR1429.

Daleko jeszcze?

Dotarliśmy w ten sposób pod kolej gondolową (już o tej porze dnia nieczynną) i stąd było tylko kilkaset metrów do jej widocznej jak na dłoni dolnej stacji. Starszy synek śmignął za mężem w dół stokiem narciarskim wzbudzając mój „szacun”, z młodszym pomalutku sobie zeszliśmy do stacji. A stamtąd chodnikiem na parking.

DCIM100GOPROGOPR1434.

Już prawie koniec wycieczki

Większa część drogi powrotnej to był zjazd asfaltem, mój młodszy syn często odmawiał jazdy, bo twierdził, że za bardzo się rozpędza i po prostu trochę się tego bał. A małe rączki, mimo rękawiczek rowerowych, bolały od ciągłego naciskania klamek hamulcowych. Więc trochę jechaliśmy, trochę spacerowaliśmy.

DCIM100GOPROGOPR1431.

Uwaga na wycinkę i zrywkę drzew!

Ale zdążyliśmy przed zmrokiem, droga z Chatki Górzystów pod dolną stację wyciągu zajęła nam mniej więcej godzinę. Był moment, że żałowałam, że nie wzięliśmy holu rowerowego, ale ostatecznie poradziliśmy sobie bez holu.
Nie była to pierwsza wycieczka koleją gondolową z rowerami dla moich dzieci – w zeszłym roku, gdy ja startowałam w Bike Maratonie, mąż zabrał je na podobną wyprawę, ale z pominięciem Chatki Górzystów. Wjechali na Stóg Izerski gondolą i z niego zjechali, młodszy syn na holu rowerowym, starszy sam na mniejszym rowerze bez przerzutek. Spotkaliśmy się na trasie maratonu, już pod koniec.

Następna nasza wyprawa w Izery będzie już z noclegiem, żebyśmy mogli dłużej pojeździć.

DCIM100GOPROGOPR1432.

Przyszły los Puszczy Białowieskiej?

 

fbMB

Reklamy
This entry was published on 18 sierpnia 2016 at 15:55 and is filed under #bikemiejscówka, #miejscówka, #rodzina, #rodzinasłowemsilna. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: