Kolarstwo górskie (tzw. enduro) a rodzina

Kolorowe góry posypane cukrem

Zawody w Baligrodzie były dla mojej rodziny okazją do krótkiego wypoczynku. Niestety tak krótkiego, że aby choć z daleka zobaczyć jak najwięcej bieszczadzkiego piękna, musieliśmy zrobić szybką wycieczkę samochodem, którą zakończyliśmy niezbyt długą, lecz za to intensywną przejażdżką na rowerach. Ale wycieczka była epicka, a na wędrówki z plecakami i dzieciakami oraz z plecakami, rowerami i dzieciakami przyjdzie jeszcze czas.

Nasza baza
Bazę noclegową mieliśmy w Bystrem koło Baligrodu w ośrodku „Wisan”, czyli w miasteczku zawodów enduro.

20161007_094952

Wynajęliśmy dla naszej czwórki drewniany domek. W domku na pięterku dwie sypialnie dwuosobowe, a na dole salon połączony z jadalnią oraz łazienka. „Na wyposażeniu” ręczniki, kubki, talerze, sztućce. Lodówka, czajnik elektryczny – można przygotowywać śniadania, podwieczorki i kolacje. W salonie kominek, z którego oczywiście korzystaliśmy (wkład do kominka 15 zł). Przy domku spory taras (doskonałe miejsce do podsuszenia ubłoconych ciuchów o tej porze roku). Posiłki zamawialiśmy i spożywaliśmy w stołówce mieszczącej się w głównym budynku ośrodka. Ceny bardzo przystępne, w menu potrawy tradycyjne, ale i wegetarianie mogli znaleźć coś dla siebie. Oddzielna pozycja w karcie dla dzieciaków, dla których przewidziano mniejsze porcje i w związku z tym niższe ceny. Super!
W pobliżu ośrodka jest ścieżka przyrodnicza, warto udać się nią do wiaty, rozpalić ognisko i zrobić sobie kiełbaski.

img_7945

img_7960

img_7957

Ośrodek Wisan otrzymał miano miejsca przyjaznego rowerzystom (jest gdzie umyć rowery, nikt nie robił problemów, gdy rowery stały w domku lub pokoju), więc Drodzy Rowerzyści, jeśli planujecie wakacje w Bieszczadach, to jest to doskonała miejscówka na wypoczynek z rowerami. My polubiliśmy ją bardzo.

Kolorowe góry posypane cukrem
Z Bystrego, przez Jabłonki („o, tutaj, jak byłem na obozie wędrownym i nocowaliśmy w schronisku, po raz pierwszy całowałem się z dziewczyną-harcerką” – pochwalił się mój mąż), Cisną, Wetlinę, Ustrzyki Górne, udaliśmy się do miejscowości Muczne. „Gdy miałam 17 lat, rodzice puścili mnie po raz pierwszy samą z chłopakiem na wakacje, w Bieszczady, to były okolice Komańczy. Szacun dla nich za to. Musieliśmy obiecać, że nie narobimy głupstw. Oczywiście, że obiecaliśmy” – pochwaliłam się ja. „A, tak, kiedyś wspominałaś”. Stare, dobre małżeństwo.

20161007_124900

Jadąc samochodem na przemian wznosiliśmy okrzyki podziwu albo zapadaliśmy w milczącą zadumę. Otaczające nas piękno na zawsze zostało zapamiętane, zakodowane i będzie przechowywane w pamięci aż do wieczności. Ani moje słowa, ani zdjęcia tego nie oddają. To trzeba zobaczyć na własne oczy, nie ma sensu oglądać cudzymi. Dzieci nazwały jesienne Bieszczady po swojemu : kolorowe góry posypane cukrem. Rzeczywiście tak to wyglądało : zbocza płonęły różnymi odcieniami czerwieni, brązu i złota, jeszcze sporo zieleni, trochę tajemniczej czerni, a na połoninach bielutki śnieg.

fot-marcin-scelina
fot. Marcin Scelina, źródło: https://www.facebook.com/NadlesnictwoBaligrodLasyPanstwowe/

Amerykańska puma w Mucznem
Taka ciekawostka, cytuję za portalem „Twoje Bieszczady” :
„Po zakończeniu II wojny światowej w Mucznem nie zachowały się żadne ślady zabudowań. W ramach zasiedlania Bieszczadów oraz eksploatacji drewna z tych terenów w Mucznem na początku lat siedemdziesiątych powstała osada pracowników leśnych. Natomiast w 1975 roku tereny Górnego Sanu przejął Urząd Rady Ministrów organizując tam ośrodek łowiecki z hotelem i drewnianymi willami. Teren został ogrodzony, natomiast w ogrodzeniu zostawiono specjalne przepusty dla zwierzyny, ale tylko na tereny ośrodka. Zwierzęta wabiono karmą pozostawioną przy ogrodzeniu. Wstęp na teren ośrodka był zabroniony dla osób postronnych. Od 1.X.1977 do 1.IV.1981. r. Muczne zmieniło nazwę na Kazimierzowo (od imienia pułkownika Doskoczyńskiego, szefa ośrodka oraz ośrodka w Arłamowie). W 1981 roku znów powróciła nazwa Muczne, a obiekty przekazano leśnictwu.

DCIM100GOPROGOPR2207.

Płk Doskoczyński zapisał się w historii niechlubną kartą. Tereny bieszczadzkiego worka przerobił na zamkniętą enklawę dla prominentnych myśliwych. Sprowadzono tu duże ilości jeleni. Było ich tak dużo, że – jak wspominają świadkowie – nie trzeba było ich szukać – wystarczyło wyjść na drogę lub pierwszą lepszą łąkę. Gdy znudziły się polowania na byki, zaczęto polować na wilki, potem sprowadzone w Bieszczady żubry oraz niedźwiedzie. Stojący w muzeum BdPN w Ustrzykach Dolnych niedźwiedź został strzelony przez prezesa RM Piotra Jaroszewicza, z którym Doskoczyński był w doskonałej komitywie. Gdy polowania na „nasze” gatunki zwierząt nieco się już opatrzyły, całkiem poważnie zaczęto rozważać introdukcję amerykańskiej… pumy w Bieszczadach. Rozmowy podobno były mocno zaawansowane, projekt jednak ostatecznie nie został wdrożony do realizacji.”
Bywał tu na polowaniach Edward Gierek, Josip Broz Tito i brat szacha Iranu, książę Abdul Reza Pahlawi.

Z Bukowca do Beniowej i z powrotem
Z Mucznego dalej autem, do Tarnawy. Kiedyś już w Tarnawie Niżnej trzeba było uiścić opłatę za korzystanie z parkingu Bieszczadzkiego Parku Narodowego w Bukowcu, wraz z nią była pobierana również opłata za bilet wstępu do BdPN. Teraz można uiszczać te opłaty również na parkingu w Bukowcu. Z Tarnawy dróżką wąską i trochę dziurawą, która w pewnym momencie „zgubiła” asfalt i stała się drogą szutrową – powoli, żeby nie urwać zawiechy w aucie (nasz „turan-turan” dał radę, ale trzeba NAPRAWDĘ jechać powoli)- jeszcze kawałek do Bukowca, na parking. Dalej samochodem już nie można. W Bukowcu jest do obejrzenia cmentarz (my nie oglądaliśmy, bo synkowie nie chcieli, w sierpniu tego roku zmarł ich ukochany Dziadek, od tego czasu nie są jeszcze gotowi, by zwiedzać cmentarze, tak stwierdził starszy syn, siedmiolatek). Na parkingu w Bukowcu przesiedliśmy się na rowery i ruszyliśmy szlakiem na Beniową.

img_7881

DCIM100GOPROGOPR2224.

DCIM100GOPROGOPR2228.

Droga łatwa, ale trzeba było popychać synków od czasu do czasu pod górkę. Od Beniowej już dalej jest zakaz dla rowerów. Ścieżką historyczno-przyrodniczą warto natomiast udać się do punktu widokowego na Sianki ukraińskie i Przełęcz Użocką oraz do umownych źródeł Sanu na granicy z Ukrainą, po drodze odwiedzając grób hrabiny. Ale my, po krótkim odpoczynku, udaliśmy się w drogę powrotną. Dzieci były już bardzo zmęczone, a młodszy synek nawet popłakiwał w drodze powrotnej na parking BdPN. Przejechaliśmy rowerami z dziećmi łącznie ok. 12 km, sporo pod górkę. Mogli mieć już dość, zwłaszcza młodszy, niespełna pięciolatek.

Siekierezada
W drodze powrotnej noc już zapadła. Byliśmy głodni i zmęczeni. Ale nie poszliśmy na łatwiznę i nie wstąpiliśmy po drodze do żadnej restauracji, bo celem była knajpa „Siekierezada” w Cisnej (cytując Ojca Dyrektora Siekierezady: „Chuj nie kultowa, po prostu to moje życie pełne udręki i radości”). Gdybyśmy byli w Bieszczadach bez dzieci i gdyby rano nie czekał mnie wyścig, to prawdopodobnie byśmy tam pobalowali, może nawet na koncert jakiś udałoby się załapać. Więc tym razem była tylko strawa dla ciała, prawie nic dla ducha, z wyjątkiem gapienia się na Siekierezadę od środka. Cudem znaleźliśmy wolne miejsce na parkingu. W środku mnóstwo ludzi. Ale obsługa doskonała i super sprawna. Czas oczekiwania na realizację zamówienia upłynął dzieciom na okupowaniu „tronu” i oglądaniu galerii.

img_7887

W kominku palił się ogień, w eterze unosił gwar głosów i zapach jedzenia. Brzęczały dźwięcznie szklanki z piwem. Klimat jedyny w swoim rodzaju. Wielki świat na krańcu świata. Gdy się człowiek nawali w tej knajpie, to, wychodząc, chciałby skierować kroki na przystanek, żeby załapać się na ostatni kurs metra, nocny tramwaj lub autobus. A tu – niespodzianka: Bieszczady.
Żarcie mają w Siekierezadzie pyszne, kuchnia regionalna. I piwo z lokalnego browaru, którego kilka butelek oczywiście kupiliśmy na wynos. Przydało się po zawodach. I jak na takie kultowe miejsce, to ceny są doskonale wyważone. A to, co się tam kupuje, warte jest swojej ceny.

img_8206

img_8208

Nasza pętla bieszczadzka
Przejechaliśmy samochodem łącznie ponad 150 km w obie strony po to, żeby „karnąć” się na rowerach 12 km…
No niby coś tu nie gra… Ale jakie szczęście w oczach się miało na tej akcji. Bo w serduchu to do teraz.

Dokładam jeszcze film z enduro w baligrodzkich terenach. Za zgodą twórcy oczywiście. Muza w odpowiednim klimacie.

fbMB

Reklamy
This entry was published on 10 listopada 2016 at 21:35 and is filed under #bikemiejscówka, #miejscówka, #rodzina, #rodzinasłowemsilna, Bez kategorii. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: