Kolarstwo górskie (tzw. enduro) a rodzina

„Bez roweru nie wchodzi w grę”. Wywiad z Piotrem Kosińskim zwanym „Gitarą”.

Piotr Kosiński, pseudonim „Gitara”, zawodnik 3Racing Downhill Group. Mistrz Dolnego Śląska z 2013 roku w zjeździe MTB (tytuł zdobyty podczas I Otwartych Mistrzostw Dolnego Śląska w DOWNHILLu – Memoriał Jędrka Cegielskiego). Od kilku sezonów w pierwszej dziesiątce Pucharu Polski w zjeździe rowerowym. Jest jedną z legend wrocławskiej sceny MTB.

fot-maciej-binczyk

1. Na pierwszy ogień pytanie o Twoją ksywę, bo zawsze mnie to nurtowało: skąd wziął się pseudonim „Gitara”?
Cześć. Hahahaha… Wszyscy pytają mnie o to… Mój pierwszy rower, od którego się cała ta przygoda zaczęła, to był Trek Y3. Wpadł mi w oko z chwilą, jak go zobaczyłem na wystawie sklepu rowerowego. To był rok 1997. Kosztował wtedy niebagatelną kwotę 4500 zł. Cena była zaporowa jak na możliwości nastolatka w tamtym okresie. Trochę więc trwało, zanim go zdobyłem, a umożliwiły mi to jesienne promocje. To dzięki nim w ciągu tygodnia kupiłem ten wymarzony rower. Po jakimś czasie kolega zwrócił uwagę, że rower przypomina mu „gitarę” i widział gdzieś na zdjęciach tak przerobioną ramę, więc tak się przyjęło.

gitara

2. Kiedy zacząłeś startować w zawodach zjazdowych? Czy przed downhillem były jakieś inne odmiany kolarstwa górskiego?
Rok po kupieniu roweru byłem na drugim Festiwalu Rowerowym w Szklarskiej Porębie, podczas którego pierwszy raz odbyły się zawody downhillowe, wtedy jeszcze jako kibic. Zawody zrobiły na mnie wrażenie, mimo, że trasa nie należała do najtrudniejszych. Przy okazji jeszcze gdzieś w czeskiej telewizji trafiłem na relację z jakiś innych zawodów DH i to był bodziec, który trwa do dziś. Pierwsze starty zaczęły się z chwilą, kiedy powstał pierwszy Puchar Polski robiony przez Bike Action, a było to w 2000 roku. Więc już trochę startuję, wcześniej to były wycieczki i slalom.

3. Od 2009 roku (wtedy byłeś na 3 miejscu) jesteś w pierwszej dziesiątce zawodników w Pucharze Polski w DH. Czy trudno jest utrzymać to miejsce?
No cóż, łatwo nie jest. Raz ma się dobry sezon, raz gorszy, lub ma się więcej lub mniej szczęścia. Z roku na rok jest trudnej, bo dochodzą młodsi, ale też odchodzą starsi. Generalnie rotacja jak nic.. Na pewno trzeba trochę pracy włożyć, żeby się utrzymać na dobrym miejscu.

fot-jacek-slonik

4. W latach 90-tych byłeś częścią zjawiska zwanego przez niektórych „Wrocławską sceną rowerową”. Ludzie z rowerową zajawką, jeżdżący na rowerach głównie górskich, spotykali się na Przejściu Świdnickim, które było wtedy swoistym „portalem społecznościowym”. Zgadzasz się z takim porównaniem?
Jak najbardziej. To był portal, forum, bazar. Wszystko w jednym. Z reguły jak ktoś kogoś chciał spotkać, a nie miał telefonu, udawał się na przejście Świdnickie, i po sprawie. Tam toczyło się wrocławskie życie rowerowe, to tam nawiązywało się nowe znajomości lub ustalało plan wycieczki. Wystarczyło powiedzieć: „do piątku” i było jasne, że w piątek o 20.00 wszyscy (ci, co mogli) przybywają na pogaduszki albo na wspólną wieczorną przejażdżkę po mieście.

fot-piotr-zarzycki
fot. Piotr Zarzycki

5. Czy podzielisz się kilkoma wspomnieniami z tamtego czasu?
O kurczę… Tego jest sporo. Nie wszystkie nadają się do publikacji, a inne to takie zwykłe wspomnienia hahaha… Na pewno w tamtym okresie był pełen fun z jazdy o każdej porze dnia i roku. Zero stresu, że opon na błoto nie mam, że opony były bardziej z plastiku niż gumy. Pamiętam, że kiedyś wstałem rano i pomyślałem, że pojadę sobie do Sobótki na kole. Niby nic nadzwyczajnego, 40 km w jedną i 40 km w drugą, trochę po Ślęży. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Woda, jedzenie, jakieś dętki, i w drogę. W tamtą stronę poszło spoko, nie licząc faktu, że jechałem główną drogą na oponach przeznaczonych raczej do jazdy terenowej (2.1 z bieżnikiem). W drodze powrotnej już było gorzej, przeklinałem sam siebie za ten pomysł. Modliłem się, żeby tylko dojechać, nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa, ale wyjścia nie było. Kasy niewiele, wody tylko tyle, co w bidonie, jedzenia już brakowało, a do domu ponad 25 km… To był pierwszy i ostatni taki szalony pomysł na tamten czas…
Innym razem na zawodach rangi Mistrzostw Polski w Wałbrzychu/Szczawnie mieliśmy w sobotę imprezę, a w niedzielę odbywały się zawody MP w 4 crossie na Słonecznej Polanie. Deszcz siąpił przez cały dzień, więc jazda po torze była niezłym wyzwaniem… jeszcze na kacu, to już w ogóle niezłe osiągnięcie. Wejście wyżej sprawiało, że człowiekowi odechciewało się już wszystkiego. Siedzieliśmy pod namiotem w większym gronie i nikt nie czuł poimprezowego odoru, jaki unosił się w obrębie metra od namiotu. Ale każdy, kto wchodził pod namiot, mówił, że wali gorzelnią.
Wtedy też widzieliśmy, jak znana postać polskiej sceny downhillowej, Grzegorz Zieliński, zniszczył okrutnie swój rower do 4 crossu. Zabrakło mu na ostatniej hopie trochę więcej niż pół metra, więc przednie koło dogoniło tylne. Stare, dobre czasy. A było tego jeszcze naprawdę sporo…

fot-gitara2

6. Czy dużo osób z „Wrocławskiej sceny rowerowej” jest aktualnie „w branży” rowerowej, np. startują w zawodach, produkują rowery, piszą o rowerach, robią zdjęcia podczas zawodów itp.? Kontaktujecie się, przyjaźnicie?
Na pewno spora grupa ma kontakt z branżą rowerową w mniejszym lub większym stopniu. Z jednymi kontakt jest większy, z innymi mniejszy, ale zawsze coś jest. Czasami zdarza się spotkać kogoś na mieście lub na lokalnych miejscówkach. Teraz ciężej jest zrobić takie spotkanie, gdyż każdy ma swoje życie i nie zawsze ma czas. Ale znajomości zostały na lata.

fot-krzysztof-frankiewicz

7. Czy Twoje życie zawodowe związane jest z rowerami, czy robisz zupełnie coś innego, a rower jest odskocznią od codzienności?
Hahahaha. Ja zawodowo zajmuję się zupełnie czym innym. Jestem kucharzem. Więc rower to taka odskocznia od pracy, do której dojeżdżam latem rowerem.

8. Czy oprócz kolarstwa górskiego uprawiasz jakieś inne sporty?
Niestety nie. Ale wszystko przede mną…

9. Masz jakieś pasje oprócz roweru? Na mieście mówią, że całkiem niezłe zdjęcia Ci wychodzą.
Tak, fotografuję trochę. Przygoda zaczęła w wieku 15-16 lat, ale tak na poważnie w 2007, gdy po dość dobrym początku sezonu przytrafiła mi się poważna kontuzja, która wyłączyła mnie z dalszej jazdy. Musiałem mieć jakąś alternatywę na dalszą część lata, gdy nie mogłem jeździć na rowerze. Padło więc na aparat i wtedy też kupiłem swoją pierwszą lustrzankę. Od tamtej pory jest to drugie moje hobby, poza rowerem. A czy zdjęcia są niezłe… Nie mnie to oceniać, ale nie będę ukrywał, że zdarzają się dobre ujęcia.

10. Jeśli to nie tajemnica, to możesz podzielić się informacjami, jak wyglądają Twoje przygotowania do sezonu startowego?
W sumie to nie mam konkretnego planu przygotowawczego. Ćwiczę, żeby większy „bojler” zimą się nie zrobił od siedzenia. Mam kilka ćwiczeń, z których najważniejszym jest jazda na trenażerze. Trochę to nudne, ale skuteczne. A reszta ćwiczeń to raczej podtrzymanie kondycji.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

11. Jakie są Twoje plany na sezon 2017?
Hahahaha… Jak zawsze Puchar Polski w DH, bo to jest to, co najbardziej uwielbiam.. A potem wyjdzie w praniu. Na pewno lokalne zawody i może na trasach enduro też się pojawię. Jest jeszcze jeden plan, ale nie będę zapeszał. Na pewno info będzie w necie.

12. Czy myślałeś kiedyś o tym, żeby na poważnie zacząć startować w zawodach enduro? Czy to jeszcze nie czas na „emeryturę” (niektórzy twierdzą, że enduro to emerytura dla zawodników DH)?
Emerytura raczej nie. Ja zawsze będę jeździł w DH, może nie będę się ścigał lub tylko okazjonalnie. A w zawodach enduro już wystartowałem. Pierwsze to były w 2014 w Zawoi, a drugie w 2015 na Ślęży. Jak czas pozwoli, to od 2018 będę się starał w kilku zawodach wystartować, będę się wtedy „łapał” do mastersów. Do tej pory startowałem w kategorii Elita.

fot-ilona-jaroslawska-kosinska
fot. Ilona Jarosławska-Kosińska

13. Gdzie najczęściej jeździsz na rowerze? Które miejscówki lubisz najbardziej?
To dosyć trudne pytanie. Bo lubię jeździć wszędzie. Jak planuję sobie wycieczkę, to zazwyczaj tak, żeby były punkty widokowe do zrobienia ciekawych zdjęć. Najczęściej śmigam po górach Sowich i w okolicach masywu Śnieżnika. Z lokalnych miejsc to Ślęża, która ma potencjał, więc można znaleźć tam wszystko, oraz górka we Wrocławiu zwana Kili (Wzgórze Kilimandżaro). Jest tam naprawdę gdzie jeździć, kilka ścieżek, które czasami reanimuję, jakieś rytmy do skakania, duże i małe hopki, kilka zakrętów, gapów, band oraz pumptrack. Tak więc, jak w górach jeszcze leży śnieg, a temperatura za oknem oscyluje w granicach 10-15 stopni, to jest to idealne miejsce do przypomnienia sobie, jak jeździ się na rowerze.
A z miejscówek… Wszędzie tam, gdzie jest wyciąg. Czarna Góra – dobra trasa dla każdego. Ma w sobie prawie wszystko. Jest długa, szybka, naszpikowana kamieniami i korzeniami oraz dziurami, kilka hop i band.. Druga, prawie polska, miejscówka w sezonie to Loučná nad Desnou (Kouty) – trasy dla wszystkich, od amatora do PRO zawodnika. A także Srebrna Góra, Dzikowiec i jeszcze kilka.

fot-monika-marcinkowska

14. Lubisz jeździć ze znajomymi, czy wolisz samotne przejażdżki?
Nie no, jazda ze znajomymi daje większą radochę, kupa śmiechu i pogaduchy, ale nie zawsze się udaje. Zważywszy na zawód, jaki wykonuję, czasami w weekend nie mogę, a w tygodniu większość znajomych pracuje. Więc wyjazdy w tygodniu raczej są w pojedynkę. Wtedy też nastawiony jestem na turystykę górską.

15. Czy często miewasz kontuzje? Masz jakieś swoje sposoby na to, żeby było ich jak najmniej?
Niestety, jazda na rowerze zawsze wiąże się z ryzykiem kontuzji. Im jeździmy agresywniej, tym ryzyko wzrasta. Z tych poważnych, które wyłączają z jazdy na dłużej niż miesiąc, były dwie. Złamany obojczyk na początku przygody ze zjazdem, a druga to złamana ręka w 2007 r. Ta kontuzja na dłużej mnie wyłączyła z jazdy. Średnio raz w roku zdarza się mocniejsze poturbowanie i w sumie niech ten trend zostanie. Nie ma złotego środka na kontuzje, zdarzają się najlepszym i niespodziewanie. Jedyne, co można zrobić, to nie szarżować, jeżeli nie jesteśmy w stanie zapanować nad tym, i najlepiej dużo jeździć, a z biegiem czasu nasze umiejętności wzrosną, poprawi się pewność siebie, więc i komfort jazdy.

fot-ewa-kania
fot. Ewa Kania

16. Czy w jakiś sposób wspierasz budowanie ścieżek rowerowych i bikeparków w Polsce?
Hmmm.. Mało takich akcji jest na Polak Potrafi. Ostatnio wspierałem kilka akcji na platformie w sprawie budowy ścieżek. Bo twierdzę, że przydałoby o wiele więcej ścieżek czy singli, zarówno do agresywnej, jak i miłej i przyjemnej jazdy. Srebrna Góra i Bielsko-Biała są tego przykładem.

17. Jakie jest Twoje zdanie na temat e-bike’ów?
Jeden z tych rowerów, który sobie na pewno kiedyś kupię. Na pewno wycieczki będą dłuższe mniejszym kosztem sił. Szkoda, że jeszcze mnie nie stać na niego.

18. Na wypoczynek z rodziną wyjeżdżasz w góry, czy nad morze? Zabierasz rower?
Jako, że cały sezon, a i po sezonie, jeżdżę często w góry, więc z żoną wyjeżdżamy nad morze. Miłe kilka dni spędzane na błogim lenistwie. Ale bez roweru nie wchodzi w grę. To idealny środek przemieszczania się po okolicy. Kilka razy byliśmy bez rowerów, i tak jakoś było dziwnie, bo czasami za blisko na samochód, a za daleko na piechotę, a rowerem idealnie.

Zdjęcia pochodzą z kolekcji fotografii Piotra: https://www.facebook.com/piotr.kosinski1?fref=tsfbMB

 

Reklamy
This entry was published on 27 stycznia 2017 at 19:13 and is filed under #downhill, #ludzie. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

2 thoughts on “„Bez roweru nie wchodzi w grę”. Wywiad z Piotrem Kosińskim zwanym „Gitarą”.

  1. Fonika on said:

    Gitara to ten typ człowieka, którego każdy lubi i każdemu dobrze się z nim gada :). Przyjemnie się czytało, nie wiedziałam że jesteś kucharzem! :D

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: