Kolarstwo górskie (tzw. enduro) a rodzina

Medale są tylko dla najlepszych

Sezon rowerowy trwa dla mnie cały rok. Ale impreza z okazji rozpoczęcia (jak i zamknięcia) sezonu jest obowiązkowa! Aby dobrze zacząć rowerowy rok 2017, ekipa POMBY wraz z moim teamem Knurświny zorganizowała Zlot Rowerowe otwarcie sezonu Ślęża 2017. Czyli u mnie na dzielni.


fot. Krzysztof Mela/Knurświny

Zlot trwał od piątku do niedzieli 10-12 marca. Bazą imprezy był ośrodek Mieszko i Jagienka na Przełęczy Tąpadła. Jako, że podobno znam się na dzieciach (bo mam), a pojeździć po ślężańskich singlach mogę w każdej chwili i niekoniecznie muszę podczas zlotu (jak tylko wrócę z pracy i „ogarnę” w domu – czyli zwykle mogę w weekend), radośnie zgodziłam się poprowadzić z teamowym kolegą Bartkiem zawody dla dzieciaków. Bartek również zna się na dzieciach (bo ma).

Przygotowania
Przygotowaliśmy się do tematu solidnie. Nasz teamowy specjalista od grafiki Masko Patol zaprojektował firmowe knurświnowe naklejki i wzór do wygrawerowania na medalach. Medale zamówiliśmy na znanej polskiej platformie handlowej. Wspólnymi siłami z Bartkiem udało nam się stworzyć dyplomy dla uczestników wyścigu. Nie zapomnieliśmy nawet o numerkach startowych (w ostatniej chwili nas olśniło, że pewnie się przydadzą).


fot. Krzysztof Mela/Knurświny

Do zabezpieczania dziecięcej imprezy z ramienia Pomby oddelegowany został kolega Darek, który posiadał wszelkie przyrządy służące do wytyczenia trasy zawodów.


fot. Piotr Steckiewicz

Gdy już mieliśmy cały zestaw potrzebnych gadżetów, w przeddzień zawodów pojechałam do bazy zlotu wybadać, po jakiej trasie dzieci mogłyby jeździć. Wraz z przedstawicielami Pomby obeszliśmy teren i stwierdziliśmy, że będzie ciężko. Wcześniej w tym dniu padał deszcz, i wszystkie możliwe miejsca były albo trawiaste i nasiąknięte wodą jak gąbka, albo pełne błota. Ale pochodziliśmy, pochodziliśmy i wymyśliliśmy: wąska ścieżka wśród drzew, prowadząca po niewielkich korzeniach lekko w dół, a obok równoległa ścieżka już bez korzeni, ale za to trochę pod górkę. Można z tego było utworzyć sprytną pętlę: dzieciaki nie musiałyby startować wszystkie naraz, a pętla to swoisty odcinek specjalny i każdemu oddzielnie zmierzylibyśmy czas. Takie rozwiązanie okazało się idealne.


fot. Piotr Steckiewicz

Uczestnicy
Zgodnie z planem zawody dla dzieci odbyły się w sobotę 11 marca i trwały od 10:00 do 12.00. Podczas, gdy dorośli uczestnicy zlotu „latali” po singlach razem z przewodnikami lub też na własną rękę, dzieciaki, a było ich dwanaścioro, walczyły na swoim „oesie” w następujących kategoriach wiekowych:
do 3 lat
4 do 6 lat
7 do 9 lat
10 do 13 lat
13 do 15 lat (chętnych brak).
Zanim rozpoczął się wyścig, dzieci zapoznały się z trasą, zrobiliśmy wszyscy razem spacer po pętli, żeby każdy wiedział, co go czeka. Nikt się nie przestraszył, nikt się nie wycofał, było dobrze.

Rywalizacja
Przed zawodami baliśmy się, że frekwencja wśród młodych uczestników nie dopisze, ale ta przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Wszystkie kategorie były obsadzone, z wyjątkiem najstarszej. Najmłodszy uczestnik był trzylatkiem, startował na pushbiku, i dzielnie pokonał wyznaczony specjalnie dla niego fragment trasy, na którym został mu uroczyście zmierzony czas.
Zawodnik, który odważnie na ochotnika wystartował jako pierwszy, zaraz po kategorii trzylatków, tak palił się do jazdy, że aż mu spadł łańcuch i musiał zaczynać jeszcze raz. Dwie uczestniczki z najstarszej grupy wiekowej domagały się, żeby podwoić im trasę, na co „komisja” ochoczo przystała. Dziewczyny naprawdę dały z siebie wszystko! Nikt się nie przewrócił ani razu i widać było, że dzieci ogromnie cieszą się jazdą.


fot. Piotr Steckiewicz

Każdy zawodnik miał solidny doping, była nawet „specjalistyczna” pomoc dla tych, którzy nie posiadali rowerów z przerzutkami i gorzej im przez to szło pod górkę.
Gdy tylko udawało mi się uruchomić podzielność uwagi (co było trudne, bo byłam bardzo przejęta mierzeniem czasu i zapisywaniem wyników), z wielką przyjemnością obserwowałam zmagania dzieciaków. Widać, że rodzice, endurowi entuzjaści, dbają o jak najlepsze przygotowanie swoich pociech do jazdy. Zdecydowana większość zawodników to były „rasowe trail kids”!


fot. Krzysztof Stanik

Nagrody
Po zakończonym wyścigu zebraliśmy się wszyscy, i opiekunowie, i dzieci, w barze „Jaga” mieszczącym się w bazie zlotu, żeby się rozgrzać i wręczyć dzielnym zawodnikom zasłużone trofea. Medale i dyplomy otrzymali wszyscy, bo przecież były one przewidziane dla najlepszych.


fot. Piotr Steckiewicz

fbMB

Reklamy
This entry was published on 16 marca 2017 at 23:03 and is filed under Bez kategorii. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

2 thoughts on “Medale są tylko dla najlepszych

  1. Takie małe szkraby na rowerach to wspaniały widok!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: