Kolarstwo górskie (tzw. enduro) a rodzina

Friston, ach ten Friston (Whyte Friston 2017)

No i rzutem na taśmę załapałam się na Fristona. Dlaczego rzutem na taśmę? Bo ten rower typu „gravel”, produkowany przez firmę Whyte, dostępny jest w 4 rozmiarach (52, 54, 56, 58). Rozmiar 52 przeznaczony jest dla osób o wzroście co najmniej 160 cm. A ja akurat tyle mam :)

Zacznijmy od FILOZOFII (krótka specyfikacja)
Również w modelu Friston została zastosowana unikalna geometria właściwa dla rowerów Whyte. Niektórzy twierdzą, że „Świetna geometria jest cechą, której nie da się opisać słowami. Trzeba wsiąść i jechać!”. Zgadzam się z tym całkowicie! Dopóki czytałam tylko artykuły o tzw. geometrii progresywnej, jakoś średnio przemawiały do mnie cyferki, że np. reach taki a taki, padnijmy na kolana z zachwytu. Ale wsiadłam na rower i już wiem, o co chodzi. Padam na kolana z zachwytu :)
Błotoodporność, wodoodporność – jak to u Whyte, czyli poziom „level master” : linki i przewody zabezpieczone pancerzem na całej długości, dodatkowo gumowe uszczelki w miejscach wejścia i wyjścia z ramy.

Rama aluminiowa (cieniowane i profilowane rury, podwójne spawy w połączeniach główek ram, dolnych i górnych rur), poddana kulkowaniu wyrzutowemu czyli śrutowaniu, co zwiększa wytrzymałość zmęczeniową materiału o jakieś 18%.
Widelec karbonowy z taperowaną rurą sterową i wewnętrznym prowadzeniem przewodów, na sztywnej 15 mm osi.
Hydrauliczne hamulce tarczowe, dźwignie hamulców, tylna przerzutka i dźwignia przerzutki: SRAM Rival 1.
Kaseta: SRAM PC-1130 11-42, 11 przełożeń, korba: SRAM S350, XSYNC 38T chainring.
Obręcze: WTB Asym i23 TCS, Tubeless Ready, opony: WTB Rambler.
Rower jest lekki, bez pedałów waży ok. 10 kg.

Szosówka do jazdy po bezdrożach
Gravel, czyli żwir. Dobry i na szosę, i w teren, chociaż dopiero w terenie można w pełni wykorzystać to, co oferuje. Mnie z początku zaskoczyła jego lekkość, bo dawno nie jeździłam na tak lekkim rowerze, nawet moja szosówka waży więcej.

Kolejna rzecz, która mnie zaskoczyła, to „dźwignia zmiany biegów”. Pierwszy raz w życiu miałam do czynienia z tzw. systemem Double Tap, który umożliwia zmianę przełożenia w górę i w dół przy użyciu jednej dźwigni. W sytuacji, gdy biegi zrzucamy, trzeba lekko nacisnąć manetkę, a gdy wrzucamy, popychamy w tę samą stronę, tyle, że mocniej.
Najczęściej eksplorowałam na gravelu tereny górzyste, jeździłam po leśnych ścieżkach, na których było sporo korzeni, zdarzały się również ścieżki kamieniste. Przy zachowaniu podstawowych zasad, np. tej, że nie hamuje się na przeszkodzie (korzeniach), Friston zawsze wychodził obronną ręką w takich sytuacjach. I choć na kamieniach oczywiście trochę trzęsło, to za to na podjazdach rower nie miał sobie równych.

Natomiast jazda po asfalcie to też była niezła frajda. Ciężki podjazd na Przełęcz Tąpadła udawało mi się pokonać z mniejszym nakładem siły. Takie miałam wrażenie. Nie wiem, czy szybciej, ale nieco lżej, niż zwykle. Może dlatego, że dzięki napędowi 1×11 szybko udawało mi się dopasować właściwe przełożenie. A na asfaltowym zjeździe z tejże Przełęczy słynnej, na którym można się naprawdę szaleńczo rozpędzić, nie używałam hamulców – tak stabilnego wsparcia się nie spodziewałam. Gdy zjeżdżam na swojej szosówce, to jeszcze czasem hamuję ;)

„Braki formalne” i odrobina liryki
Jedyna rzecz, jakiej mi w tym modelu brakowało, to… sztyca regulowana. Serio! Bo jest Friston modelem tak wszechstronnym, że można się pokusić nawet o zjazdy ze sporej stromizny, oczywiście nie jakiejś mega pionowej i najeżonej niespodziankami w postaci luźnych kamieni, lecz gdy trzeba dodatkowo manewrować na zakrętach, to przy opuszczonym siodle byłoby wygodniej. „Brat” Fristona, model Gisburn, mógłby przyjść tutaj z pomocą, bo on ma „na wyposażeniu” opuszczaną sztycę podsiodłową.

Moim zdaniem jako rower treningowy Whyte Friston sprawdza się doskonale. W dodatku wygląda co najmniej nieźle, jest nowoczesny i jednocześnie skromny i nie można go nie lubić. Nie wiem, może to ten kolor też tak na mnie działa ;) Ale faktem jest, że dodał mi sporo punktów do motywacji, żeby w ogóle wyjść z domu i troche pokręcić, bo ostatnio pod tym względem było mi bardzo ciężko (praca, dom, praca, dom, mało snu, tak, wiem, że większość ludzi tak ma). Dzięki temu rowerowi „odkryłam”, że mimo wszystko przyszła wiosna i jest pięknie. Bo mogłam pojechać tam, gdzie zakwitły sady i sobie popatrzeć na to piękno i o niczym nie myśleć przez moment. Ciężko byłoby mi dotrzeć w te sady moją endurówką (bo sporo jazdy asfaltem), a szosówka na piaszczystą wiejską drogę wśród sadów się nie nadaje, zaraz bym tam gumę złapała.

Teraz całkiem poważnie się zastanawiam, czy nie zamienić szosówki na gravela… Póki co, w tym roku zakupy rowerowe wszystkie mam wstrzymane, więc to temat na przyszłość. A np. zachęta ze strony producenta „(…)można spróbować wziąć (nim) udział w zimowym wyścigu typu CX (…)” brzmi kusząco – tego nie miałam okazji sprawdzić ;)

fbMB

 

Reklamy
This entry was published on 19 kwietnia 2017 at 14:44. It’s filed under Bez kategorii and tagged , , , . Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

2 thoughts on “Friston, ach ten Friston (Whyte Friston 2017)

  1. Gostek on said:

    Jak odbierasz geometrię tego roweru? Czy rzeczywiście bliżej tu do górala niż do szosy? Jak w takim razie spisuje się na szosie? Czy mimo 1×11 da się tym trochę pościągać (przynajmniej z samym sobą)? Jak oceniasz komfort na tym rowerze? Czy całodniowa lub wielodniowa turystyka na tym rowerze to coś sensownego? Biorę pod uwagę tego Whyta i Speca Sequoię… Oba w podobnej cenie. Masz porównanie może do tego speca? Ja jeździłem na tym specu i było super… ale wolał bym przesunać akcent nieznacznie bardziej w kierunku sportu….

    Lubię to

    • Nie mam porównania do Speca, nie jeździłam jeszcze na takim :)
      Moim zdaniem da się na Fristonie pościgać, nie tylko ze samym sobą, choć ja bym go brała głównie do celów treningowych (bo nie ścigam się na szosie, czasem tylko coś tam przejadę, ale do ścigania mi daleko). Całodniowa i wielodniowa turystyka jak najbardziej. Moim zdaniem jest wszechstronny, bo nadaje się zarówno do sportu, jak i wycieczek. Jeździłam nim więcej w terenie, niż szosą, ale napęd 1×11 na ciężkim podjeździe szosowym był bardzo adekwatny, nie jechało mi się ciężej, niż szosówką. Czy bliżej mu do górala niż do szosy…. Niedawno jeździłam na porządnym hardtailu XC Specialized Fate (29er). Ewentualnie do niego mogę porównać jazdę. Bardziej do tego speca niż do mojej szosy :)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: