Kolarstwo górskie (tzw. enduro) a rodzina

W poszukiwaniu „straconego” czasu

Co robi matka-blogerka wtedy, gdy nic nie robi? W sumie, to nie wiem, bo jakoś nie szufladkuję siebie jako blogerkę, zawsze myślę o sobie, że jestem dziewczyną (sory everybody, no wiem, że dziewczyną byłam już dawno temu, ale taki ze mnie trochę Piotruś Pan, jednakże odpowiedzialny w miarę), która lubi jeździć na rowerze i tyle… A kiedy nie piszę, to jeżdżę na rowerze i spędzam czas z dziećmi. I nie bardzo mam czas, żeby o tym pisać.

Gdy nie piszę artykułów na bloga, to…
1. Zabieram dzieci w różne fajne miejsca, np. na Rychleby albo Lipovske Stezky, albo do Suliwoods. Lub po prostu jeździmy po naszych „przydomowych” ścieżkach.

2. Spędzam czas z rodzinką w parku linowym „Wieżyca” w Sobótce. Jest tam mnóstwo atrakcji, a w schronisku „Pod Wieżycą” można kupić bardzo dobre piwo.

3. Dostarczam dzieci na ich ulubione sportowe zajęcia, tj. piłkę nożną i judo (ulubione niestety w takiej kolejności, ale judo nie odpuszczę, choćby mnie prosili i błagali jak nie wiem co – na szczęście nie proszą zbyt intensywnie, bo Lewandowski w dzieciństwie też trenował judo, a Lewandowski to jest GOŚĆ).

4. Nadrabiam zaległości w prowadzeniu domu, bo choć jestem wielką fanką strony CHPD (Chujowa Pani Domu), to jednak od czasu do czasu wypada i miło jest i w ogóle, gdy w końcu… Wiadomo, co ;)
5. Myślę co chwilę, jaka to ze mnie ch…wa blogerka, bo nie piszę co najmniej jednego artykułu na bloga w tygodniu, tylko wywlekam te moje biedne dzieci na rower wieczorem, a jak już pójdą spać, to piję sobie niekiedy browara, bo lubię, a po browarze to ja już niczego nie napiszę, więc oglądam Twin Peaks najnowszy.
6. Wspominam, jak wspaniale było na Akademickich Mistrzostwach Polski w kolarstwie górskim w Chorzowie, kiedy to odkryłam, że rozgrzewając się na trenażerze przed wyścigiem intensywnie, nie jestem w stanie zaraz po starcie podjechać pod lekką górkę, bo mięśnie odmawiają mi posłuszeństwa (ojej, to pewnie ze starości, zużyły się już, biedne). A w ogóle to nie było mnie wtedy przez cały weekend w domu, i wszyscy za mną tęsknili, a ja, wyrodna matka, sobie pojechałam na zawody ;) Było super, spałam, kiedy tylko mogłam, jadłam, ile tylko mogłam, i jeździłam na rowerze, żyć nie umierać, hehehe).
7. Martwię się i jest mi wstyd, że narobiłam sobie obciachu przez głupotę na pewnym znanym forum rowerowym, i przez to boję się tam zaglądać – ze strachu, że znowu coś nie tak zrobiłam, choć ostatnio ABSOLUTNIE NIC tam na forum nie zrobiłam… Podwójne zaprzeczenie w języku polskim czasem mnie kładzie na łopatki :D. I z tych zmartwień już w ogóle nic a nic na blogu nie piszę.
8. Myślę o tym, że jeżdżenie jest jednak lepsze, niż pisanie, więc idę sobie po pracy np. na pumptrack we Wrocławiu, jeżdżę i staram się nie zagadywać do młodzieży, która tam dzielnie pompuje na różnych sprzętach, bo nie ma nic gorszego, niż stary pierdziel usiłujący zdobyć sobie sympatię młodzieży za pomocą głupiej staropierdzielskiej gadki, np. o tym, dlaczego jeździ po pumptracku na za grubych oponach, i przez to ciężko jest (no dobra, nie wytrzymałam, i zagadałam do jednego młodzieńca, że ciężko jest, bo mam zbyt grube opony, a mam je dlatego zbyt grube, bo mam zamleczone, i nie chce mi się ich zmieniać specjalnie na pumptrack, bo najczęściej to ja po górach jeżdżę- no TAK, PROSZĘ PANI, trochę ciężko na takich oponach, fakt).
9. Wrzucam fotki z różnych ciekawych moim zdaniem wydarzeń w moim życiu na fan page MotherBiker na facebooku i na Instagram, żeby choć trochę zachować twarz, mimo, że na blogu już tak długo nic nie piszę. No, może trochę przesadziłam, lubię fan page i Instagram i wyczekuję „lajków” i komentarzy, jak kania dżdżu, serio serio :)
10. Poznaję fajnych ludzi z zajawą, którzy lubią jeździć, i którzy mają syna w wieku mojego starszego syna, który jara się RAMPAGE i fajnie dogaduje się z moimi synkami, i czasem sobie wszyscy razem jeździmy.
11. Podniecam się tym, że niedawno kupiliśmy starszemu synkowi używanego Scotta Sparka na 24-calowych kołach i będziemy go upgradować, i że wtedy to dopiero będzie świetna maszyna!

Już niebawem pewnie coś znów na blogu napiszę, bo lubię, i nawet się przygotowuję na tę wiekopomną chwilę. Pranie właściwie może poczekać;)

fbMB

Reklamy
This entry was published on 29 czerwca 2017 at 00:19 and is filed under #ludzie, #rodzina, #rodzinasłowemsilna, #socialmedia. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

2 thoughts on “W poszukiwaniu „straconego” czasu

  1. Uwielbiam styl, w jakim piszesz. Jest dosadny, ale i przy tym subtelny i o wiele lepiej czyta się takie prawdziwe wpisy niż tego typu „5 produktów, które musisz mieć w swojej torebce” :P Pozdrawiam i życzę pogody na wycieczki rowerowe!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: