Kolarstwo górskie (tzw. enduro) a rodzina

Niespodziewany gap

Do tej pory nieczęsto bywałam w Srebrnej Górze na trasach rowerowych. Raz na Romet Red Line z dziećmi, raz na zawodach Kellys Enduro MTB Series, kilka tygodni po zawodach z chłopakami z Knurświnów objeżdżaliśmy OSy. Tyle. Może jeszcze kiedyś raz, zanim zaczęło się tam rozkręcać na całego, przejechałam sobie ówczesną linię A. Stanowczo za mało tam bywam, jak na tak fajną miejscówkę, do której mam zaledwie 55 km. Czas to zmienić, i nawet gleba z utratą przytomności mnie nie odstraszy.

Warto podjeżdżać, a tarpan dla zmęczonych podjazdem
Nowa trasa podjazdowa o idealnie dobranej nazwie „Polak potrafi” jest genialna. Owszem, trzeba się nakręcić, ale przecież po to idzie się na rower. Pięknie poprowadzone po zboczu trawersy przywodzą na myśl Trail dr Wiessnera na Rychlebach, ale mimo wszystko jednak znacznie się różnią, zresztą – sami spróbujcie. Ja już teraz znów mam ochotę tam wracać.

Tym razem przejechałam wszystkie linie w Srebrnej Górze, włącznie z Romet Red Line, tak na początek. Na koniec była trasa C, która uważana jest za najtrudniejszą. I tam właśnie miałam pierwszy w życiu solidny dzwon, po którym straciłam przytomność ;)
Póki co, skakać nie bardzo potrafię. Trochę próbuję, ale bez jakichś zadowalających efektów, po prostu robię to zbyt rzadko. Dlatego staram się na razie unikać wysokich hopek, a już zwłaszcza wszelkich gapów.

Zaplanowałam solidne poćwiczenie skoków, jednak pod okiem kogoś doświadczonego. Co nie oznacza, że nie lubię sobie podnosić poprzeczki, kiedy jeżdżę. Zawsze coś ciekawego wpadnie. Ale zwykle jest to tylko ciut więcej, niż na miarę moich umiejętności. Lubię zbierać doświadczenia, a i skill powolutku od tego rośnie. Jednak w głowie zawsze mam to, że jestem matką, żoną itp. i jak mi się coś stanie, to bardzo utrudni to życie mojej rodziny.

Odlot na niedolocie
Nie chciałam skakać tego ostatniego gapa, bo nie umiem ich skakać, jeszcze nigdy nawet nie próbowałam. Ale nie wiedziałam, że to gap, myślałam, że to po prostu hopka, i chciałam spróbować ją skoczyć. Wszystkie drewniane hopki po drodze do tego gapa starannie ominęłam, ale pomyślałam, że cokolwiek może przynajmniej spróbuję skoczyć. Ścianki, które są na początku linii C, pięknie mi poszły, to jeszcze do kolekcji jakaś hopka by się przydała. No i gdy już najeżdżałam, to hopka okazała się być gapem. Pamiętam, że gdy zobaczyłam ten dół i lądowanie po jego drugiej stronie, to przez głowę przeleciały mi jak błyskawica różne myśli, tego nie da się opisać, to nie były nawet konkretne myśli, to było tak, jakby w mózgu uruchomiły mi się nieużywane dotąd obszary, które działały na wyższym poziomie świadomości i nie potrzebowałam żadnych słów do porozumiewania się ze światem, po prostu bezpośrednio kontaktowałam się z kosmosem. Ogólnie tłumacząc na ludzki język można to, co działo się w mojej głowie przez ułamek sekundy i jednocześnie przez nieskończoność, opisać jako próbę rozwikłania zagadki pt. „Jak zakończy się ta przygoda?”. Po czym wylądowałam i od razu zapadłam w sen, w którym po srebrnogórskich ścieżkach pędził do mnie rowerem mój starszy syn. Było to bardzo miłe, to zapadanie w błogi stan… Ale coś mi nie pasowało, zaczęło do mnie docierać, że synka nie ma w Srebrnej Górze, bo razem z młodszym braciszkiem zostali w domu z moją mamą, i w tym momencie się przebudziłam, otworzyłam oczy wśród zieleni i zrobiło mi się trochę nieprzyjemnie, w ustach miałam ziemię i krew, trochę bolała mnie szczęka. Instynkt kazał mi wstać i szybko usunąć się na bok.

Szybkie ogarnięcie sytuacji i na pizzę
Podniosłam daszek, który odczepił się od kasku, zabrałam rower i usiadłam na poboczu ścieżki. Sprawdziłam, czy mam wszystkie zęby, na szczęście były na miejscu. Obmyłam twarz wodą z bukłaka, wydmuchałam w chustkę zakrwawiony nos, broda i dolna warga zaczęły puchnąć. Sprawdziłam, czy telefon cały, była godzina 17:50. Tak jakoś spokojnie działałam, bez paniki, pomyślałam, że nikomu nie powiem, że film mi się urwał, bo mi głupio. Wsiadłam na rower i dojechałam do końca trasy, i dopiero, gdy byłam już na dole, zadzwonił mąż, zapytać, gdzie jestem, bo właśnie zamawiają pizzę w Pycha Szprycha i czy wszystko OK. Czyli długo tam nie leżałam, bo inaczej dzwoniłby już wcześniej.

Przy pizzy nie wytrzymałam i się „pochwaliłam”, że film mi się urwał (a tak bardzo chciałam być „twardzielem”, ale wygadałam ;)). Musiałam obiecać, że więcej się to nie powtórzy. Obiecałam :)

Suma wszystkich strachów
Obrażenia nie są szczególnie widoczne, trochę opuchlizny po lewej stronie brody i ustach (nie planowałam żadnych operacji plastycznych w życiu typu powiększanie ust tudzież innych części ciała, ale tak jakoś wyszło ;). Trochę ran wewnątrz, w paszczy, i zadrapań na zewnątrz. Prawie nie widać.
Przed chwilą mąż kupił mi kask full face na znanej polskiej platformie handlowej.
Dziś mieliśmy wystartować całą rodzinką w maratonie rowerowym w Zieleńcu. Niestety przez moją wczorajszą przygodę odpuściliśmy… Dzieciaki zawiedzione, ale może dadzą się udobruchać wyjściem na lody i wycieczką rowerową nad Zalew Sulistrowicki.

fbMB

Reklamy
This entry was published on 30 lipca 2017 at 12:12 and is filed under #bikemiejscówka, #enduro, #girlpower, #miejscówka, #mtb, Bez kategorii. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

4 thoughts on “Niespodziewany gap

  1. Paweł on said:

    Hej, dostałem linka do Twojego bloga od kolegi, bo to jest identyczna sytuacja jaka mi się przydarzyła w tym samym miejscu 25.06. Trasa C, hopa z gapem. Twój tekst od momentu „Odlot na niedolocie” jest dokładnie tym – słowo w słowo – co mialem w głowie w tamtym momencie. Też nie skaczę hopek itd. :) Moja przygoda skończyła się trochę gorzej, karetka, 3dni w szpitalu i rozwalony Bell Super 2R. Zdjęcia kasku z długą dyskusją były na profilu Trasy Enduro Srebrna Góra na fejsie. Pozdrawiam

    Lubię to

    • Hej, zapomniałam o tej dyskusji, ale pamiętam to zdjęcie rozwalonego kasku Bell Super 2R, zaraz odszukam i poczytam. Fatalnie z tym Twoim wypadkiem… Ja to chyba jednak dużo szczęścia miałam, i to w zwykłym kasku.

      Lubię to

  2. Leśny on said:

    Klasyczny knockout podbródkowy.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: