Kolarstwo górskie (tzw. enduro) a rodzina

Fajnie jest ujeżdżać super rowery w super miejscówkach. Ale najfajniej pojeździć w domu.

Obecnie każda szanująca się impreza rowerowa, jak i ścieżkowe lokacje, oferują co najmniej wypożyczalnię rowerów, a często gęsto wystawki przedstawicieli wielkich rowerowego świata. Taką ścieżką promocji podąża min. brytyjska marka Whyte, która w rozmaitych okolicznościach przyrody pojawia się coraz częściej.

Whyte daje chyba najlepszą z możliwych opcji – nieodpłatne wypożyczenie roweru na jazdy testowe. Bez przewodnika, wyznaczonej trasy – pełna wolność i możliwość zaprzyjaźnienia się z rowerem. Większość przedstawicieli marek rowerowych poprzestaje na wypożyczaniu rowerów w ścieżkowo-bikeparkowych lokacjach, natomiast firma Whyte umożliwiła mi jazdy testowe w „domu”, na moich lokalnych ścieżkach. Moim zdaniem, by dokładnie sprawdzić, z czym mamy do czynienia, trzeba rower przewieźć po swojej dobrze znanej okolicy. Można to nazwać przydomową rundą testową.

W moich okolicach miałem możliwość przeczołgać dwa modele Whyte. G-160 RS oraz T-130 S. Dodatkowo również drugi z modeli w wyższej wersji : T-130 RS objeździłem podczas prezentacji rowerów w Srebrnej Górze, która odbywała się przy okazji zawodów enduro (żona startowała, ja w tym czasie testowałem). Nazbierało się sporo emocji i przemyśleń. Postaram się to jakoś pozbierać do kupy.

Endurówka vs ścieżkowiec
Whyte’ową endurówkę (G-160 RS) ujeżdżałem stosunkowo najkrócej, ale wrażeń pozostało sporo. Pierwsza sprawa i najdziwniejsza: moim skromnym zdaniem G-160 RS podjeżdża lepiej, niż obie wersje T-130…. Endurówka lepiej jedzie pod górę niż ścieżkowiec? (w możliwie najbardziej zbliżonym ustawieniu zawieszenia). Może to kwestia napędu 1X12 ??? Może lepiej odpowiadającej mi pozycji? Trudno orzec, szczególnie w świetle odczuć zjazdowych.. Tu moje odczucia też były odwrotne od tego, co na pierwszy rzut oka przychodzi na myśl. Na obu T-130 zjeżdżało mi się lepiej niż na endurówce! jak to możliwe? Producenci ściemniają! Po co więcej skoku – to wkręt itd itp. Po uspokojeniu burzy endorfin i przy wieczornym piwku przeanalizowałem zapis śladu z garmina. Na T-130 S na mojej rundzie testowej pobiłem rekord o 40 sekund (zliczyłem tylko zjazdy). Ha oczywiste, przecież tak właśnie odczuwałem. Ogień i pył za mną i KOMY przede mną…. Ale szczęka mi opadła, gdy porównałem ten sam zjazd z tym na G-160. Było jeszcze o minutę szybciej (czyli rekord pobity o 1.40). Ale jak to? Przecież rzucało mną, trzęsło, ledwo wchodziłem w zakręty…I tu mnie tknęło – trailbike od Whyte pozwala zjechać wszystko, szybko i bezpiecznie, ale endurówka to koń wyścigowy, który rwie o 10 % szybciej niż jeździec potrafi. Jednak wbudowany w rower „autopilot” zawsze mnie wyprowadzał, nawet jeśli mocno skrewiłem. Żeby to potwierdzić ostatecznie, musiałbym jednak dłużej pojeździć na G-160, niż kilka godzin. Tyle w temacie krótkiego porównania. Teraz skupię się na T-130 S, który poznałem najlepiej.

T-130 S
Wyposażenie roweru, szczególnie w wersji fabrycznej, jest więcej niż wystarczające do jazdy ścieżkowej, a dla mających nieco umiejętności technicznych może to być rower enduro z mini skokiem (130 mm z opcją ustawienia widelca na 140 mm). Rower miałem w rozmiarze XL (mam 190 cm wzrostu) i przy pierwszym wskoczeniu na siodło to było – WOW on jest OGROMNY – z wysokości siodła machałem ludziom hen daleko tam gdzieś w dole ;) Po chwili przyzwyczajenia okazało się, że to bardzo zwrotny bajk, pomimo rozmiarów przegubowego Ikarusa. Ciasne agrafki, szybkie zmiany kierunku – zero problemu. Zawieszenie ustawione w moim przypadku na ok. 28-29 % sag-u było strzałem w dychę (ważę ok. 92 kg + szpej). Rower płynął jak na magnetycznej poduszce nad przeszkodami i nierównościami. Kiedy było sucho, bardzo wspomagały to szerokie na 2,4 opony WTB Trial Boss. Balon opon był zbliżony do rozmiaru „PLUS”, szczególnie na świetnych i szerokich obręczach tej samej firmy (WTB ST i29).

Jednakże opony na mokrym i błotnistym podłożu kapitulowały, pomimo dużej szerokości. Po paru mniejszych lub większych uślizgach (nie dotyczyło to podjazdów, bez względu na warunki) przyjrzałem się uważniej oponom i specyfikacji fabrycznej roweru na stronie producenta. I pojawiło się kilka rozbieżności. W oryginale z tyłu jest opona WTB Trail Boss, ale o szerokości 2,3 i bardzo zębata WTB Vigiliante z przodu. Na takim zestawie + hamulce Sram Guide R jeździłem w Srebrnej. Drużyna świetnie współpracująca. Natomiast egzemplarz, który miałem na przydomowych trasach, z tyłu i z przodu posiadał opony Trail Boss 2,4. Cóż, takie rzeczy w testowych rowerach się zdarzają. Inną rozbieżnością w stosunku do fabrycznej specyfikacji była przednia tarcza hamulcowa. W miejsce sramowskiej była tarcza shimano. W efekcie przedni hamulec łapał znacznie bliżej kierownicy niż tylni, było to spore utrudnienie dla mnie, gdyż hamulce Sram Level T nie mają żadnej regulacji poza oddaleniem klamki od kierownicy. Delikatnie mówiąc Levele nie zachwycają modulacją ani siłą, szczególnie gdy trudno w ogóle było wyczuć moment rozpoczęcia hamowania, zwłaszcza z przodu. Tył działał chwilami 0 – 1 czyli albo blokada koła, albo zero reakcji… Po bliższym zapoznaniu ze stanem ogumienia wyszło na jaw że, o zgrrrozzzo (!!!), na świetnej obręczy WTB, uszczelnionej taśmą, z oponą tubelessową jest dętka. Po zdjęciu opony okazało się, dlaczego ww. wrażenia podjazdowe miałem lepsze na endurówce. Któryś wcześniejszy tester musiał dętkę zakładać w niesprzyjających warunkach. Dętka była mokra, oblepiona resztkami zaschniętego mleka i masą piachu, to samo wnętrze opony. Po wyczyszczeniu opona z pięknym strzałem przy użyciu podłogowej pompki wskoczyła na miejsce. Mleko trysnęło przez dziurkę ale błyskawicznie ją zasklepiło. Skok na siodło i od razu inaczej. Może to efekt placebo, może ubytku 0,5 kg piachu z opony, może niższego ciśnienia, może wszystkiego po trochu – nieważne – rower z ociężałego pancernika terenowego stał się rześką kozicą. Znowu, na wspólnych tripach, mogłem jadąc w siodle holować na podjazdach któregoś z synków bez gotowania nóg. Przyczepność też się poprawiła na tyle, że korzenie i kamienie na mokro łykane były „na raz”. Jednakże mokra ziemia, błoto a nawet mniej ubite trailsy i opona kapitulowała na zjazdach (podjazdy bez problemu).

Szersza niż w oryginale tylna opona dawała o sobie znać także przy mocniejszym kładzeniu się w bandę. Mocno terkotała o dolne widełki tylnego trójkąta. O ile w górnych prześwit był spory, o tyle na dole już tylko symboliczny. O czym to świadczy? A o tym że producent dobrze przemyślał dobór wszystkich komponentów, łącznie z rozmiarem opon. Rower sam daje znać (np. terkotaniem opony o widełki) że „cóś nie funguje jak trza”. Wersja objeżdżana przeze mnie tylko na Trasach Srebrna Góra, w specyfikacji fabrycznej, nie sygnalizowała żadnych z ww. problemów. Zatem nie w każdym przypadku najszersza możliwa opona poprawia trakcję.

Ładna sztuka
Nie można pominąć też sprawy wyglądu. Przecież to się też czuje, a nie tylko widzi. Na rowerze, który wyglądem wywołuje ciarki, po prostu jeździ się lepiej…. Wściekle pomarańczowa rama Whyte`a przyciąga wzrok i rozjaśnia mroczne klimaty na zalewanych deszczem ścieżkach. Takie światełko w tunelu. Poza osprzętem SRAM/Rock Schox rower ma sporo szpeju markowanego przez Whyte. Kokpit, piasty, siodło, chwyty. Z czego IMHO mostek i kierownica to majstersztyk. Nie dość, że leży mi taka szerokość i gięcie kiery to jeszcze jest kurrrde ładna sztuka, no. Chciałoby się dziabnąć zębami jak czekoladę wprost z tabliczki. Co do miejsca, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, to wiadomo, ze każdy ma swoje a raczej swoją – ale podparcie rzeczonego miejsca przez siodełko Whyte bardzo mi podeszło. Zarówno w zwykłych dżinsach, bojówkach jak i podczas jazdy z wpinanym pampersem było wygodnie, bezboleśnie i, co najważniejsze, bez syndromu obcego mięsa w gaciach, if u know what i mean ;) Rower jest ładny, przemyślany i bardzo wszechstronny. Mogę też potwierdzić błotoodporność konstrukcji. W zawieszeniu nie ma gdzie się gromadzić, szczególnie jeśli ktoś nie przesadzi z szerokością tylnej opony. Na przednią miejsca jest multum (boost).

Konkluzja
T-130 to rower do wszystkiego i dla każdego. Drobne zmiany typu przełożenie podkładek pod mostkiem zmienia charakter roweru: obniżenie w ten sposób kierownicy poprawia pozycję na podjazdach i ułatwia zagięcie się przy jeździe pod wiatr. Podniesienie szerokiej na 780 mm kierownicy, w połączeniu z krótkim na 40 mm mostkiem daje wrażenie jazdy na rowerze z dużo większym skokiem. Przy tak przemyślanym rowerze trzeba uważać, by nie spieprzyć roboty projektantów. Jedyne, do czego mam „ale”, to hamulce (opony nie są seryjne więc pomijam), ale jak chyba każdy użytkownik sram/avid wiem, że co egzemplarz, to inny świat. A w tym przypadku (zapewne awaryjna) wymiana tarczy na shimanowską, wprowadziła zamieszanie i raczej negatywny wpływ na działanie.

Ciekawe jak jeździć będą nowości Whyte czyli G-170 i S-150. Szczególnie ciekawi mnie 29-er ze skokiem 150 mm :)

tekst: Paweł Sobieralski

Reklamy
This entry was published on 8 sierpnia 2017 at 15:57 and is filed under Bez kategorii. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: